18 listopada 2014

Wszyscy pisarze to pasożyty (…). s. 286.

Kanał filmowy ale kino+ co jakiś czas podsyła widzowi kolejny serial kryminalny – jedne bywają lepsze, inne gorsze (w moim odczuciu), jedne trzymają w napięciu i są mroczne, inne w ogóle i jak dla mnie suną jedynie po temacie, nie budując klimatu tak pożądanego w tym gatunku.
Jednym z seriali pokazywanym w tej stacji jest ten o błyskotliwej i ekspresywnej Verze Stanhope. Wydaje mi się, że oglądnęłam wszystkie filmy z tego cyklu i wszystkie one wywarły na mnie ogromne wrażenie – wyraziste postacie, stopniowo budowane napięcie, zwroty akcji w nieoczekiwanym momencie i nieprzewidziane finały.

Dlatego z dreszczykiem emocji sięgnęłam po kolejną książkę z cyklu o Verze, którą tej jesieni wydało Wydawnictwo AMBER.
(źródło zdjęcia: http://www.wydawnictwoamber.pl/kategorie/literacki-kryminal/szklany-pokoj,p1611)

 Szklany pokój to historia zbrodni (a mówiąc ściślej – dwóch) popełnionych w ekskluzywnym Domu Pisarza podczas jednego z kursów organizowanych dla początkujących twórców. Pierwszą ofiarą był Tony Ferdinand – wykładowca akademicki i łowca talentów, który mógł niektórym początkującym pisarzom otworzyć drogę do wydawców oraz sławy, a drugą: Miranda Barton – sławna swego czasu autorka, właścicielka i kierowniczka Domu Pisarza oraz matka zdziwaczałego Alexa. Od samego początku krąg podejrzanych jest zawężony. Znajdują się w nim kursanci i wykładowcy: były policjant, były więzień, doceniony pisarz, wykładowczyni-pisarka, hippiska o zachwianej kondycji psychicznej i jej mąż, syn Mirandy, a niedługo do tego grona dołącza inny szkoleniowiec-wydawca. I to cała lista potencjalnych zabójców. Tylko dlaczego te zbrodnie zostały popełnione? I dlaczego oprawca wykorzystał sceny z kilku opowiadań osób związanych z Domem Pisarzy? I jak do tego ma się włamanie do Niny, rytualny mord na kocicy-Otheli i rudziku, pojawienie się polityka z Parlamentu Europejskiego, rekwizyty rodem z najważniejszych brytyjskich sztuk teatralnych, szantaż oraz wzmianka o studentce-heroinistce? Vera i jej ekipa – Joe, Holly, Charli – mieli sporo pracy, by z gąszczu różnych informacji wyłonić te istotne i kluczowe. I to wszystko w konfrontacji ze środowiskiem dość specyficznym, hermetycznym, niejednokrotnie brutalnym, kierującym się swoimi regułami, zaprzyjaźnionym głównie ze słowami „sukces” i „komercja”, w którym empatia to niejednokrotnie obce słowo. Więc finał i rozwiązanie sprawy mogą zaskoczyć – choć nie mnie, bo nie byłabym sobą gdybym wcześniej nie zagadnęła na ostanie strony:(. I to był mój błąd – sporo straciłam, nie było już tego dreszczyku emocji i podekscytowania!
Jeśli chodzi o warstwę językową i strukturę powieści, to w tej kwestii mam mieszane uczucia. W pierwszym przypadku czegoś mi tu brakowało – ale nie umiem powiedzieć czego, nie umiem tego braku wychwycić i nazwać. Co nie zmienia faktu, że humor i dyskretny cynizm tytułowej bohaterki jest sporym atutem powieści. Jak i narracja, sposób opowiedzenia historii. W pierwszej chwili czytelnikowi wydaje się, że w rozwiązaniu zagadki będzie podążał za policjantami, będzie chodził za nimi krok w krok, pozna wszystkie ich hipotezy, snute sugestie, ich weryfikacje, techniki pracy, aż po finał. Ale zaraz po tym, jak się oswoi z tym sposobem opowiadania, rzucony zostanie w przestrzeń osób podejrzanych – ujawnione zostaną ich codzienne nawyki, życie prywatne i stosunek do wydarzeń, których stali się uczestnikami. I to nie z punktu widzenia policji, lecz samych zainteresowanych. Taki chwyt będzie już do końca – czytelnik jest raz z policją, raz z potencjalnym mordercą. I kiedy odbiorca ma już swojego podejrzanego, kiedy wydaje mu się, że poznał jego motywy – hipoteza zostaje obalona. I w momencie kulminacyjnym, kiedy przy pomocy dedukcji oraz dowodów dostarczonych przez współpracowników Vera łączy w całość elementy układanki, czytelnik jest wraz z innymi na przyjęciu pożegnalnym - a nie w centrum operacyjnym policji; niczym jeden z podejrzanych rozwiązanie zagadki poznaje z nimi, a nie ze śledczymi. Te zmienne perspektywy oglądu sytuacji, różne punkty widzenia danej sprawy wpływają na nastrój książki, na konsekwentnie stopniowane napięcie i zmusza czytelnika to uważnego śledzenia fabuły. Nie można się w niej rozsiąść jak w wygodnym fotelu, bo zaraz zostanie się z niego brutalnie wyrwanym i rzuconym w inną perspektywę.
Sporym atutem książki są też: miejsce zbrodni, jego dość klaustrofobiczne otoczenie, odizolowanie wszystkich bohaterów dramatu, sugestywne opisy surowości wybrzeża zimą, pogmatwane losy każdej z postaci - bez nich fabuła nie byłaby tak mroczna i pełna napięcia. Ta początkowo ograniczona przestrzeń od razu nasunęła mi skojarzenia z kryminałami Agathy Christie, której bohaterowie zazwyczaj przebywali z zamkniętym środowisku (a to pociąg, a to wyspa, lub hotel), co ograniczało pole manewru i krąg podejrzanych.
W Szklanym pokoju również postać inspektor jest dość ciekawa. Z jednej strony to osoba raczej cyniczna, bezpośrednia, niecierpliwa, racjonalna, niechlujna, bez wyrzutów zaglądająca do kieliszka, ale posiadająca też umiejętności: wczucia się w drugiego, wychwycenia jego nastrojów i przejawiania troski – ale oczywiście w granicach rozsądku.   
Podsumowując wystarczy powiedzieć, że ta książka warta jest uwagi. To dobrze rozpisany, chwilami przejawiający cechy powieści polifonicznej, sięgający do korzeni gatunku kryminał. Jest i w nim klasyczne już pytanie: kto (i dlaczego) zabił? oraz paleta przeróżnych, ale nie banalnych postaci. To też swego rodzaju diagnoza półświatka wydawniczego i pisarskiego. A w tle tego przenikliwe zimno brytyjskiej późnej jesieni i wrodzona niecierpliwość bezpardonowej pani inspektor. Godziny z tym tytułem mogą być miłym sposobem na spędzenie długiego zimowego popołudnia. 

A na koniec próbka filmu:



ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU


7 komentarzy:

  1. Nie słyszałam o tym cyklu, ale że z chęcią pochłaniam wszystkie kryminały, to pewnie i z Verą niedługo postaram się zaprzyjaźnić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również jeszcze nie spotkałam się z książką, ani serią. Chętnie poznam, chociażby ze względu na interesującą otoczkę i klimat.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie zaglądam na koniec książki. Znając zakończenie (szczególnie powieści detektywistycznej) nie miałabym żadnej radochy z lektury. O tej serii nie słyszałam. Nie natknęłam się także na wspomniany przez Ciebie serial... Aż dziwne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pogmatwane losy bohaterów i gatunek tej książki skutecznie mnie przekonują. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo chętnie bym przeczytała, bo takie kryminały lubię. Czegoś Ci brakuje, powiadasz? No, może uda mi się wyłapać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. a to mnie zaciekawiłaś! ja na kino+ Poirota lubię oglądać! Tego serialu nawet nie kojarzę, przyjrzę sie i książce i serialowi;)

    OdpowiedzUsuń
  7. w natłoku coraz gorszej jakości skandynawskich kryminałów (wydawnictwa wpuszczaj na rynek już chyba wszystko jak leci :/) zaczynam powoli wracać do klasyki. ciekawą wariacja na ten temat jest Morderstwo w Akademii, ale Christie i Doyle i tak nie mają sobie równych.

    OdpowiedzUsuń